06.02.2024

Dakar

Podsumowanie Rajdu Dakar

Niezniszczalny! Strata szans na dobry wynik już w drugim etapie rywalizacji, kontuzje, olbrzymi ból, awarie i noc spędzona na pustyni. Żadne przeciwności losu nie były w stanie powstrzymać Krzysztofa Hołowczyca przed dotarciem do mety Rajdu Dakar. Wszystko z powodu wyjątkowej motywacji — chęci pomocy Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. A już po dotarciu na metę 61-latek zapowiedział, że bardzo chciałby wrócić na trasę rajdu już za rok.
IMG 1017

Polscy kibice musieli długo czekać na powrót Hołka na trasę Rajdu Dakar. Doświadczony kierowca po raz ostatni rywalizował w tych zawodach w 2015 r. i wówczas w klasyfikacji samochodów zajął trzecie miejsce. Nic więc dziwnego, że kibice liczyli na jego kolejny dobry wynik. Trzeba jednak pamiętać, że przez kilka lat cała rywalizacja zmieniła się niemal nie do poznania.

Po ostatnich testach rajdowego MINI, Hołowczyc nie ukrywał, że Rajd Dakar był czymś, o czym marzył jako młody człowiek. Marzenie udało się spełnić, a po występie w dziesięciu edycjach rywalizacji i kilkuletniej przerwie znów wracał na linię startu.

— To niesamowite jak bardzo ten rajd się zmienił, jak stał się jeszcze bardziej profesjonalny w porównaniu do tego, który pamiętam z moich startów w Ameryce Południowej. Startowałem w afrykańskich edycjach, potem w Ameryce, teraz w Arabii Saudyjskiej — przyznawał Hołowczyc tuż przed startem. Wtedy nie spodziewał się, jak szalona edycja Rajdu Dakar przed nim.

 

Krzysztof Hołowczyc rozpoczął Rajd Dakar w dobrym stylu

 

Po krótkim prologu, który decydował o kolejności na starcie pierwszego etapu, kierowcy rozpoczęli prawdziwą rywalizację na odcinkach Dakaru. Wszystko zaczęło się od długiego na ponad 400 km etapu, który prowadził przez piaszczysto-kamienistą trasę.

Krzysztof Hołowczyc z Łukaszem Kurzeją wystartowali jako piąta załoga i przez część odcinka byli pierwszymi na odcinku, wyprzedzając inne załogi, a ostatecznie zapisali piętnasty czas na pierwszym etapie.

— Dakar to maraton i trzeba w nim odpowiednio rozkładać siły, nie popełniać błędów, nie uszkodzić samochodu, nie łapać kapci i unikać przygód. Jestem zadowolony, samochód działa bardzo dobrze — podsumowywał wówczas Hołowczyc. Później zaczęły się problemy doświadczonego kierowcy.

 

Problemy już w drugim etapie. "Uratowaliśmy życie"

 

Po bardzo dobrym starcie, który przebiegł według planu, Krzysztof Hołowczyc i Łukasz Kurzeja chcieli kontynuować walkę o najwyższe lokaty w Rajdzie Dakar. Już podczas drugiego etapu rywalizacji okazało się jednak, że nie będzie to możliwe. Rajd ułożył się dla nich w ten sposób, że w wówczas coś innego było znacznie ważniejsze.

Na drugim etapie załoga fabrycznego zespołu X-Raid była zmuszona uderzyć w skałę, by uratować życie motocyklisty. Ten niespodziewanie pojawił się na ich trasie i tylko ryzykowny manewr sprawił, że udało uniknąć się kolizji z innym kierowcą. Wtedy było już jasne, że Polacy nie powalczą o czołowe lokaty. To jednak wcale ich nie zatrzymało. Postanowili przetrwać trudne momenty, pojechać dalej i walczyć o dojechanie do mety dla kibiców i Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Hołowczyca i Kurzeji nie zdołały zatrzymać kolejne problemy, takie jak choćby awaria sprzęgła. Wówczas nie udało im się dotrzeć do punktu biwakowego. Stanęli na środku pustyni, mieli tylko jeden śpiwór, byli głodni i musieli czekać do rana na ciężarówkę serwisową.

 

Krzysztof Hołowczyc postanowił jechać dalej. Mimo kontuzji i kary

 

Kolejne etapy wcale nie były łatwiejsze dla 61-latka. Ten doznał kontuzji po zderzeniu się jego auta z głazem, a następnie został ukarany przez sędziów i doliczono mu ponad 30 minut do czasu przejazdu. A do tego cały czas dochodziła walka z bólem.

Mimo wszystkich przeciwności losu Krzysztof Hołowczyc i Łukasz Kuerzeja udowodnili sportową złość w finałowym dniu rywalizacji. Wówczas zanotowali piąty czas i w świetnym stylu zakończyli Rajd Dakar.

— Jest upragniona meta! Prawie 8000 kilometrów przejechane. Rajd wyjątkowo trudny, wszyscy podkreślają, że już dawno takiego Dakaru nie było. My niestety na drugim odcinku specjalnym skończyliśmy walkę sportową i to nas bardzo bolało, po pierwsze duża awaria szczególnie w mojej szyi i Łukasza kręgosłupie. Uratowaliśmy życie motocykliście, bo tak można powiedzieć, ale jednak rajd się wtedy sportowo dla nas skończył — przyznawał wówczas Hołowczyc.

 

Polacy dotarli do mety Rajdu Dakar. "Dla Wielkiej Orkiestry!"

 

Wyjątkową motywacją dla Polaków byli ich kibice i Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Wszystko dlatego, że ich sponsor BIO-GEN obiecał, że przekaże 10 zł za każdy kilometr odcinka specjalnego. A okazało się, że zebrać udało się jeszcze więcej.

— Dzisiaj dostaliśmy jeszcze lepszą wiadomość! BIO-GEN przekaże 10 zł za wszystkie kilometry, które przejechaliśmy włącznie z dojazdówkami, czyli prawie 8000 kilometrów, dokładnie 7697 kilometrów — opowiadał Hołowczyc, który nie ukrywa, że razem z Kurzeją motywowali się na trasie słowami "jeszcze jeden, jeszcze znowu parę kilometrów dla Wielkiej Orkiestry!". I właśnie ta motywacja pozwoliła im dotrzeć do mety pomimo wypadku, kontuzji szyi i kręgosłupa, awarii czy nocy spędzonej na pustyni.

Niedługo później Krzysztof Hołowczyc zapowiedział, że chciałby, żeby to nie był jego ostatni start w Rajdzie Dakar.

— Ten drugi etap zmienił nam wszystko, ale jestem dumny, że przy tych przeciwnościach wykazaliśmy tyle determinacji, że dojechaliśmy do mety i zakończyliśmy to w dobrym stylu. Bardzo bym chciał wrócić tu za rok — zapowiadał. Na jego powrót na trasę liczą także kibice.

Zobacz też